Lena Grau o „Graniczniku”: Kryminał to nie tylko fabuła, ale też opowieść o tym, do czego zdolny jest człowiek

– Uwielbiam kryminał nie tylko ze względu na zagadkę, jaką w sobie kryje. Nawet ważniejsze są dla mnie stosunki międzyludzkie, świat, który nie jest czarno-biały oraz to, jak przeszłość wpływa na teraźniejszość. Kryminały z tak rozwiniętymi wątkami poruszają mnie najbardziej i takie chciałabym sama pisać – bez zbędnego rozlewu krwi, za to z historią o ludziach – mówi Lena Grau, debiutująca autorka „Granicznika”.
Jak się czujesz trzymając w ręce swoją pierwszą książkę?
Niesamowicie! Jestem mocno wzruszona, a przy tym mam w sobie taką dziecięcą radość – szczerą i beztroską. Kiedy otwierałam paczkę z drukarni, to czułam się tak, jakby był to najwspanialszy i wymarzony prezent od Świętego Mikołaja. Przeszła mi przez głowę myśl, że to trochę takie moje czwarte dziecko, bo przecież proces pisania śmiało można porównać do okresu ciąży. Będę pamiętała tę wyjątkową chwilę na zawsze, tego jestem pewna.
Jak to się stało, że żona i mama trójki dzieci, aktywna zawodowo, postanowiła zostać pisarką?
Wszystkiemu winna jest miłość: po pierwsze do książek, a po drugie do pisania i to od lat wczesnoszkolnych. Może to też w pewnym stopniu kwestia genów (a przynajmniej mam taką nadzieję), bo moja mama ma naprawdę świetne pióro.
Pierwszy impuls?
Jakieś dziewięć lat temu odwiedziła mnie moja siostra i słuchałyśmy audycji w Radiu Szczecin. Pamiętam tylko, że zostało w niej rzucone hasło o pomyśle na fabułę kryminału. Od razu przyszło mi coś do głowy i zaczęłam o tym opowiadać siostrze, a ona stwierdziła, że to jest naprawdę niezłe. Tak zostało zasiane ziarno, które zaczęło kiełkować. Oczywiście na początku bardzo nieśmiale podchodziłam do tematu pisania, miałam w sobie wiele niepewności i strachu. Jednak mimo wszystko ta chęć pisania była we mnie tak ogromna, że nie zrezygnowałam z niej, tylko uparcie dążyłam do tego, żeby pisać. Ten moment z radiem był właśnie takim pierwszym impulsem do tego, że oprócz czytania, sama również mogę opowiadać historie, które tworzy moja wyobraźnia. I to było świetne uczucie, które – mogę śmiało powiedzieć – zapoczątkowało zmianę mojego podejście do pisania i również do samego życia.
Co wydarzyło się na tej drodze – od marzenia o byciu pisarzem do debiutu literackiego?
Ta moja pisarska droga od marzenia do jego spełnienia trwała prawie dziewięć lat, więc podczas tej podróży wydarzyło się naprawdę wiele. Najpierw musiałam uwierzyć w siebie, w czym pomogli mi bliscy przyjaciele, których zawsze miałam przy sobie w chwilach zwątpienia. Jest kilka takich najistotniejszych wydarzeń, które miały na pewno istotny wpływ na to, że dziś w rękach trzymam „Granicznika”. Wcześniej wspominałam o samym impulsie – czyli tej pierwszej mikro-fabule, jaką wymyśliłam, ale to, co działo się później, było już ściśle związane z samym pisaniem. Ogromną rolę odegrała swoimi działaniami Miejska Biblioteka Publiczna w Szczecinie. Najpierw zorganizowała spacer kryminalny z Markiem Stelarem, na który poszłam wraz z koleżanką, a po którym ogłoszony był mały konkurs na opowiadanie kryminalne. Wysłałam swój pomysł, a w odpowiedzi od autora dostałam radę, by wziąć udział w warsztatach pisarskich w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału, co później faktycznie uczyniłam. Biblioteka zorganizowała też warsztaty pisarskie z Robertem Małeckim, w których wzięłam udział. One z kolei zachęciły mnie do tego, by chwilę później zapisać się na kurs podstaw pisania zorganizowany przez Maszynę do Pisania i prowadzony również przez Roberta Małeckiego. W kolejnym pisarskim kroku zajęłam się pisaniem opowiadań i za radą Marka Stelara wzięłam udział we wrocławskim konkursie. Dwa razy poniosłam porażkę, trzy razy odniosłam sukces, więc ogólny bilans był dodatni.
Co dały Ci te kursy poza warsztatem pisarskim?
Pisarze prowadzący zajęcia przygotowali nas, marzących o wydaniu swojej powieści, na wejście w ten pisarski świat i od strony teoretycznej, i praktycznej. Ale dzięki temu, że zaczęłam pisać poznałam też mnóstwo wspaniałych osób. Nawiązaliśmy przyjaźnie, wspieramy się na tej drodze, cieszymy się z sukcesów i przede wszystkim bardzo lubimy, bo łączy nas coś ważnego – wspólna pasja, czyli miłość do pisania.
Tak w ogromnym skrócie wyglądała ta moja podróż, i muszę przyznać, że była bardzo przyjemna i mam wrażenie, że tak naprawdę dopiero teraz rozpoczęła się na dobre.
Kiedy kobieta na przynajmniej dwóch etatach – zawodowym i rodzinnym – znajduje czas na pisanie?
Myślę, że tu akurat płeć nie ma znaczenia – każdy kto pisze i pracuje, wie jak ciężko jest to pogodzić z życiem codziennym. Obowiązków jest mnóstwo: i tych zawodowych, i tych rodzinno-domowych. Ja piszę na ogół późnym wieczorem, kiedy dzieci i mąż już śpią. Wtedy zasiadam przy moim niewielkim, rozkładanym biureczku, otwieram laptopa i znikam na jakiś czas. Co prawda, w tygodniu nie siedzę zbyt długo, ale w weekendy, kiedy wiem, że nie będę musiała wstawać skoro świt, potrafię zapomnieć się do godzin wczesnorannych. Na pisanie wykorzystuję też każdą wolną chwilę: kiedy zaprowadzę dzieci na zajęcia i mam godzinkę w oczekiwaniu na ich zakończenie, gdy czekam w kolejce do lekarza lub w pociągu. Innymi słowy – kradnę każdą wolną chwilę, jaką mam i przeznaczam ją na pisanie lub rozmyślanie o pisaniu.
Masz jakieś pisarskie zwyczaje?
Hmm… Nie mam! Chyba, że pisarskim zwyczajem nazwę odpalenie laptopa i włączenie pliku z powieścią. Nie potrzebuję żadnych rytuałów, kawy, no może słodycze byłyby przyjemne, ale staram się je ograniczać, mimo że je uwielbiam. Jedyne czego bym pragnęła, to więcej czasu albo możliwość zatrzymania go na trochę, żeby tak nie pędził!
Dlaczego zdecydowałaś się na kryminał?
Bo uwielbiam czytać właśnie takie książki. Jako drugoklasistka chciałam zostać detektywem, później zaczytywałam się w Nienackim, Niziurskim i Bahdaju. Na studiach przeszłam na kryminały skandynawskie, a obecnie czytam głównie polskie i te Stephena Kinga. Chyba nie było innej drogi niż kryminał, bo żeby pisać w jakimś gatunku, trzeba się w nim choć trochę dobrze i pewnie czuć, innymi słowy – swoje trzeba przeczytać. Uwielbiam kryminał nie tylko ze względu na zagadkę, jaką w sobie kryje. Nawet ważniejsze są dla mnie stosunki międzyludzkie, świat, który nie jest czarno-biały oraz to, jak przeszłość wpływa na teraźniejszość. Kryminały z tak rozwiniętymi wątkami poruszają mnie najbardziej i takie chciałabym sama pisać – bez zbędnego rozlewu krwi, za to z historią o ludziach.
O czym jest „Granicznik”?
Fabuła „Granicznika” skupiona jest wokół chorążego Straży Granicznej – Macieja Zawickiego, który służy w Szczecinie. Pewnego dnia dowiaduje się, że na terenie byłej strażnicy Wojsk Ochrony Pogranicza zostają odnalezione szczątki jego zaginionego przed trzydziestu laty ojca. Od tego momentu Zawicki skupia się na tym, żeby dowiedzieć się, co stało się tamtej feralnej nocy, gdy jego ojciec nie powrócił już nigdy ze służby. Zawicki wraca do rodzinnego Jaworca, gdzie traktowany jest trochę jak intruz, ale mimo to nie poddaje się. Tropy prowadzą go do lat osiemdziesiątych i szajki przemytników, a przy okazji ukazują tajemnicę rodzinną, której ujawnienie wywraca życie Zawickiego do góry nogami. Tak wygląda „Granicznik” od strony fabularnej. Ma jednak też drugą warstwę – opowiadającą o ludziach, o tym, do czego są zdolni, gdy chcą osiągnąć swoje cele i marzenia. Pokazuje, że tajemnice, te mroczne i skrywane latami, mogą prowadzić do tragedii. Jest to więc opowieść o tym, jak strażnik graniczny Maciej Zawicki dąży do poznania prawdy o swoim ojcu, ale też o ludziach i otaczającym ich świecie, często brudnym i trudnym.
Praca w Archiwum Straży Granicznej była dla Ciebie pomocna w pisaniu powieści?
Praca w Archiwum przydaje mi się w dwojaki sposób. Choć prywatnie jestem bałaganiarą, to w pracy kieruję się tym, by wszystko mieć poukładane i uporządkowane. I myślę, że przeniosłam te działania również na grunt pisarski, ponieważ pracuję na bardzo szczegółowym konspekcie, w którym mam wszystko obmyślane i rozpisane. Należę do tego typu autorów, którzy zasiadając do pracy nad powieścią znają już jej zakończenie.
Archiwa są też skarbnicą inspiracji do powieści. Mam zamiar odwiedzić Archiwum Państwowe w Szczecinie (w którym odbywałam praktyki i przez krótki okres pracowałam), żeby poszperać trochę w dokumentach. Jest to niesamowite źródło do kryminałów i nie tylko! A ja nie potrzebuję wiele do zainspirowania się – wystarczy drobny zapisek, zdjęcie, jakieś wydarzenie lub miejsce i w mej głowie od razu tworzy się historia.
Służba wiąże się też z wyjazdami, co pozwala mi poznać ludzi z różnych zakątków Polski. Dla mnie jako autorki to bezcenne doświadczenie, ponieważ zyskuję czasem świetnych specjalistów do pomocy w pracy nad książką, a czasem po prostu ktoś pasuje mi na bohatera kolejnej powieści i notuję go w związku z tym w pamięci.
Z czym chciałabyś zostawić czytelnika po lekturze „Granicznika”?
Przede wszystkim chciałabym, żeby był to dla czytelnika dobrze i przyjemnie spędzony czas, bo w takim celu sięgamy po kryminały – żeby na chwilę oderwać się od rzeczywistości, zanurzyć się bezpiecznie w świecie, który na co dzień jest zakazany i pełen sytuacji, w których sami nie chcielibyśmy się znaleźć. Ale byłoby mi przyjemnie, jeśli czytelnik po przeczytaniu „Granicznika” miałby chwilę refleksji na temat kondycji świata i ludzi.
Chciałabym jeszcze – choć w małych wątkach czy fragmentach – przemycać codzienność życia funkcjonariuszy Straży Granicznej i Policji. Pokazać, że to też ludzie, którzy mają swoje rodziny, problemy, a do tego nierzadko są obciążeni tym wszystkim, co dzieje się na służbie, a często nie są to sprawy ani łatwe, ani przyjemne. Piszę o tym również z własnej „podwójnej” perspektywy, bo i ja i moi bliscy służymy w mundurze, w różnych kolorach.
Akcja powieści dotyczy zachodniej granicy Polski. Ale „Granicznik” kończy się propozycją dla Macieja Zawickiego wyjazdu na granicę wschodnią. Czy tam umiejscowisz akcję swojej kolejnej powieści?
Pracuję nad drugą częścią, w której Maciej Zawicki zostaje oddelegowany na wschód Polski. Wyjeżdża tam z myślą, że ucieknie choć na chwilę od problemów, wspomnień i tego wszystkiego, co przeżył w ostatnim czasie. Jak się można domyśleć, wcale tak nie będzie. Czas spędzony na Podlasiu będzie obfitował dla Zawickiego w mało przyjemne wydarzenia, w które mimowolnie zostanie wciągnięty. Tom drugi będzie stanowił odrębną historię, choć jeden wątek z tomu pierwszego będzie w nim wyjaśniony. W skrócie i tak, by za wiele nie zdradzać, mogę powiedzieć, że w drugiej części „Granicznika” fabuła skupi się na ofierze, którą na służbie znajdzie właśnie Zawicki, krótko po przyjeździe na Podlasie. Ale oprócz tego, z czasem będzie się okazywało, że nic nie jest takie, jak się wydawało na początku i jak wszyscy sądzili. Zawicki zacznie też odkrywać tajemnice policjantki, którą czytelnik pozna w tomie pierwszym. A to wszystko będzie się działo w scenerii pięknego Podlasia. Więcej nie mogę zdradzić w tym momencie, ale myślę, że do wakacji powieść będzie ukończona. Tymczasem serdecznie zapraszam do lektury „Granicznika” i poznania mojego bohatera, Macieja Zawickiego.
Rozmawiał Przemysław Radzyński | Wydawnictwo Niebieskie
Fot. Elwira Kusz
„Granicznik” dostępny w przedsprzedaży
ostatnie wiadomości

Lena Grau o „Graniczniku”: Kryminał to nie tylko fabuła, ale też opowieść o tym, do czego zdolny jest człowiek

Wywiad z Kazimierzem Kmiecikiem dla serwisu „Łączy nas piłka”: Biała Gwiazda będzie świeciła zawsze

Premiera książki „Kmiecik. Legenda mimo woli” w Fanshopie Wisły Kraków

Premiera książki „KMIECIK. Legenda mimo woli”

